Jakoś tak ok 2 lata temu rozpocząłem nowy etap w moim zawodowym życiu. Pracuje obecnie jako inżynier devops. W sumie to nic nowego bo wcześniej również moja praca miała bardzo zbliżony charakter jednak więcej było w niej Windowsa i ogólnie technologii MS co w oczywisty sposób miało duże ograniczenia.
Oczywiście w Windows mamy również dostęp do podsystemu linux na wiele różnych sposobów – choćby dzięki WSL lub zwykłej wirtualizacji (hyperV,, VirtualBox czy innych). Niestety, to w wielu miejscach nie wystarcza gdyż nie działa tak stabilnie jak natywny Linux oraz ma swoje ograniczenia. Wieczne problemy z dockerem, siecią i innymi usługami skutecznie mnie zniechęciły.
Dlatego „nastała wiekopomna chwila” – przesiadka w 100% na pingwina – również na komputerze prywatnym. Do tej pory używałem Windows 11 jako daily ale co raz częściej zacząłem się zastanawiać co tak naprawdę trzyma mnie w tym środowisku. Dawno temu miałem już przygodę z desktopami z Linuxem ale zawsze wymagało to wielu wyrzeczeń. A to nie rozjeżdżały się dokumenty Worda w OpenOffice, a to nie działała akceleracja z GPU, problemy ze sterownikami i brak odpowiednich zamienników narzędzi których używałem w Windows. Zrobiłem więc sobie listę zawierającą oprogramowanie którego używam na co dzień i od święta:
- VS Code,
- Powershell,
- Python,
- Git,
- Docker,
- Ansible,
- Chrome,
- Thunderbird,
- Notepad++,
- Chrome,
- Thunderbird,
- MS Word,
- MS Excel,
- Adobe Lightroom,
- SketchUp Make 2017,
No i coś dla rozrywki…
- X-COM Enemy Unknown,
- X-COM 2
- Civilization VI,
Zrobiłem research jak to ogarnąć i wyszło na to, że większość tych aplikacji działa natywnie na Linuxie, a tych których nie da się uruchomić można spróbować zastąpić, i tak:
- Adobe Lightroom – RAW Therapyy
- MS Word, Excel -> Google Workspace
- Notepad++ -> wiele możliwości
Wszystkie gry w które zdarza mi się grać działają na Linuxie dzięki Proton. Więc tu mam problem rozwiązany. Jedynie SketchUp nie ma chyba odpowiednika. Trzeba będzie jakoś żyć.
Posiadam kilka komputerów w domu – dzieci z naturalnych względów oczywiście mają swoje windowsy (szkoły w naszym pięknym kraju nie mają kadry która choćby na podstawowym poziomie miała by na tyle wiedzy aby uczyć dzieci elastycznego podejścia do pracy zamiast realizować kiepski podręcznik). Komputery którymi ja zarządzam to mój daily pecet, 13 letni stary laptop HP który służy jako maszynka tylko do przeglądania netu oraz serwer NAS.
Przesiadka odbyła się skokowo. Najpierw był NAS którego zbudowałem ze wszystkich dysków walających się po szufladach w domu. Zagościł tam debian i od czasu instalacji nie mam z nim kontaktu. Jest absolutnie przezroczysty. Został odseparowany od Internetu więc jest bezpieczny. Okazjonalnie się tam loguje aby sprawdzić logi ale nic niepokojącego się z nim nie dzieje.
Na notebooku zdecydowałem się zainstalować Linux Mint z uwagi na to, że komputer jest bardzo stary. Intel i5 drugiej generacji to już dziadunio. 8GB ramu i SSD jednak pozwala na całkiem komfortową pracę z Internetem. Najpiękniejsze jest to, że po instalacji komputer od razu był gotowy do pracy, wszystko zostało poprawnie wykryte, żadnych kombinacji, żadnego zamulania – odpalasz firefoxa i wszystko śmiga jak ta lala.
O daily pececie…. następnym razem.